Tytuł: Ciemna
Strona
Tytuł
oryginału: Mud Vein
Ocena: 4,5/5
- Muzyka
też ratuje ludzi - stwierdziłam. Nie mówiłam tego z własnego doświadczenia, ale
byłam pisarką i do moich obowiązków należało poznawanie sposobu myślenia
innych. Niektórzy mówili o muzyce właśnie coś takiego.
- Nie
mnie - odparł.
- Ale
nadal jej słuchasz.
Szok. Po
prostu szok. Jednocześnie kocham i nienawidzę tę książkę. I najśmieszniejsze,
że nigdy bym się o niej nie dowiedział, gdybym nie wziął udziału w booktourze Klaudii, za co bardzo jej dziękuję. To moje pierwsze spotkanie z
twórczością autorki, ale mogę powiedzieć na wstępie, że jestem oczarowany jej
stylem pisania. Jeśli chcecie się dowiedzieć, jakie uczucia wywołała we mnie ta
powieść i dlaczego, przeczytajcie dalszy ciąg recenzji.
Miłość to
posiadanie; to coś, co budują w tobie ludzie obecni w twoim życiu. Ale jeśli
moje życie miałoby być budynkiem, brakowałoby mu fundamentów. Odizolowałem się
zbyt mocno, by posiadać czyjąś miłość.
W swoje
trzydzieste trzecie urodziny Senna Richards, pisarka o nietypowym imieniu,
budzi się wraz z dawnym przyjacielem-lekarzem w mieszkaniu. Wie ona jednak, że
coś jest nie tak – to jest kompletnie obcy dom. Gdzie w takim razie się
znajdują? Wokół otacza ich jedynie śnieg oraz bezdenna otchłań. Urwisko. Nie ma
drogi ucieczki. Opuszczone miejsce skrywa wiele sekretów, które porywacz
specjalnie zostawił dla naszej bohaterki. Mijają dni, tygodnie, miesiące, a
nadzieja na ratunek powoli gaśnie. Mają ograniczoną żywność. Cały czas dwójka
uwięzionych ludzi próbuje znaleźć wskazówki, jak się wydostać z tego odludzia i
dlaczego się na nim znaleźli.
Ale wszystko zależy tylko od
Senny. To ona musi zmierzyć się ze swoimi demonami i uporać się ze
swoją przeszłością, zamgloną teraźniejszością oraz niepewną przyszłością.
Emocjonalnie wydaje się być zniszczona – nie czuje kompletnie nic. Ale czy na
pewno?
Z tego,
co udało mi się zaobserwować, dzieci cierpiały na chorobę dwubiegunową. Były
wściekłymi wrzaskunami, wiecznie brudzącymi sobie ręce i buzie. Uśmiechały się
słodko, a sekundę później zaczynały się dziko wydzierać. Nie, dziękuję bardzo.
Gdybym chciała, żeby rządził mną jakiś metrowej wysokości wariat, załatwiłabym
sobie małpę ze wścieklizną]
Na
początku nie mogłem się przyzwyczaić do narracji, jaką pisała pani Fisher. Ale
z każdą stroną coraz bardziej nie mogłem się oderwać od tej historii – chciałem
cały czas pochłaniać ją, bez żadnej przerwy. Jednak czasami miałem ochotę
rzucić tę powieść jak najdalej od siebie. Pewnie zapytacie, dlaczego? Otóż
wszystko to przez główną bohaterkę – Sennę. W wielu momentach była naprawdę
irytującą osobą. Najbardziej denerwujące było w jej zachowaniu ciągłe
niezdecydowanie. Dodatkowo, wkurzał mnie w niej brak poczucia czasu. Przytoczę
tutaj cytat: „Otworzyłam mojego MacBooka i wpatrywałam się w kursor. Godzina,
dziesięć minut, dzień…”. Strasznie mnie to wprawiało w irytacje.
Ale też
pod jakimś względem przypominała mnie. Zamkniętą w sobie osobę, która sama rani
ludzi, aby nie zostać zranioną. Boi się, że kiedy okaże komuś uczucia i ukaże
swoją ciemną stronę, to ta osoba po prostu ją zostawi. Każdy człowiek posiada
ciemną stronę – to chciała nam powiedzieć autorka, ale to od nas zależy, czy ją
wyprowadzimy na powierzchnię i po prostu to zaakceptujemy. Bo nie zawsze jest
ona taka zła, jak przez cały czas myśleliśmy.
Trzy rzeczy nie mogą długo pozostawać w ukryciu: słońce, księżyc i prawda.
Trudno dokładnie powiedzieć, czy
to jest thriller psychologiczny. Według mnie jest to połączenie wspomnianego
gatunku z romansem, co mi akurat nie przeszkadza. Główny motyw psychiki
człowieka został zachowany na pierwszy miejscu, za co bardzo szanuję autorkę.
Nie uczyniła z tej książki ckliwego romansidła, więc jest plus dla niej.
Ostatnia moja uwaga jest do
wydania tej książki. Bardzo podoba mi się okładka tej powieści, bo wydaje się
taka abstrakcyjna, tajemnicza. Przedstawiona jest kobieta pośrodku ciemności,
co może oznaczać jej walkę z samą sobą oraz otaczającym światem. Dlatego wydaje
mi się ona wyjątkowa, inna niż wszystkie.

Nie
musimy być sami. A jednak najczęściej rozpoczynamy życie samotnie. Dorastamy w
przekonaniu, że gdzieś tam jest nasza druga połówka. A ponieważ Ziemię
zamieszkuje sześć miliardów osób, istnieje prawdopodobieństwo, że jedna z nich
jest przeznaczona tobie. Aby znaleźć drugą połówkę, tę wielką miłość, musimy
obserwować rozstaje naszych dróg i plątaninę życiorysów, nasłuchując szeptu
właściwej duszy.
I
powtórzę się jak na początku - ta książka była moim pierwszym spotkaniem z
Tarryn Fisher, ale wiem na pewno jedno, że to nie będzie ostatnie. Podsumowując
całościowo, „Ciemna Strona” to na pewno pozycja warta uwagi. Polecam ją na
chłodne wieczory – na pewno was rozgrzeje!
A tymczasem (razem z moją ciemną
stroną, oczywiście) idę zaszyć się w odmętach następnej powieści.
Miłość to
niszczycielska siła – niszczy nienawiść, niszczy zgorzknienie. Ale przede
wszystkim niszczy pogardę dla samego siebie.





Oj też mnie zazwyczaj irytują niezdecydowani bohaterowie. 😂
OdpowiedzUsuńAle po książkę chętnie sięgnę i dama się przekonam czy ją pokocham czy znienawidzę!
https://aga-tkt-czyta.blogspot.com
Cześć Kacprze! Bardzo ciekawa recenzja, nigdy w życiu jej nie widziałam :) Podoba mi się :D Buziaczki i zapraszam do mnie :*
OdpowiedzUsuńhttps://bookishkitty.blogspot.com/